W końcu zapamiętałem sen. A może to były dwa sny? Tak czy inaczej oto on(e). Byłem w szkole, chodziłem normalnie na lekcje, jednak nie była to zwykła szkoła. W pewnym momencie znalazłem się w kaplicy (albo czymś co ją przypominało) z kolegą (nie pamiętam jakim). Pod ścianą stało coś na kształt fontanny. Wtedy znajomy powiedział, żebym spojrzał w wodę w sadzawce, a zobaczę przyszłość. Powiedziałem mu, że to niemożliwe. Wtedy on to zrobił i zobaczył przyszłość. Po chwili ja również to zrobiłem, spojrzałem w wodę. Nagle wszystko zaczęło się trząść i mienić kolorami. Zobaczyłem przyszłość. I tu chyba skończył się pierwszy sen. W drugim chodziłem po niedobudowanej szkole i rzucałem kamieniami w okna. Zbiłem kilkanaście szyb i wtedy przyszła jakaś nauczycielka. Bałem się, żeby nie zadzwoniła do moich rodziców, bo wtedy wyrzuciliby mnie ze szkoły (a to chyba były studia). Siadła przy stoliku i otworzyła notes. Cały czas okolica była mroczna, pokryta rdzą. Zapytałem czy mogę pójść się odlać. Pozwoliła mi. Poszedłem za skrzynię i zacząłem to robić. Wtedy piętro niżej przechodził jakiś facet. Niechcący go obsikałem (lol) i wtedy zobaczyłem przed oczami biały pakunek z bandaży, z wielką plamą krwi na środku. Zamiast wrócić do nauczycielki zacząłem uciekać i dobiegłem do miejsca gdzie uczniowie mieli w-f. Spotkałem tam koleżankę, Magdę i zaczęła mi ona dawać rady co zrobić aby wszystko było dobrze. I to wszystko co pamiętam z dzisiejszej nocy. Wiem, że pominąłem bodajże jedną scenę, ale zupełnie jej nie pamiętam w pełni, mam tylko przebłyski. Droga do świadomych snów jeszcze daleka.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz